20240322_212432-EDIT(1)

Artysta i skandalista Piotr Marek (VOGUE POLSKA)

„Artysta i skandalista Piotr Marek”

Dla Piotra Marka nie było jutra ani wczoraj, było za to naraz, teraz. Dla jednych wybitny artysta, samouk, autorytet, niemal wyrocznia; dla innych – skandalista, huragan, który niszczył wszystko dookoła. Do dziś budzi ogromne emocje.

VOGUE POLSKA
kwiecień 2024
autor: Michał Borowik www.borowikcollection.com

20240322_212432-EDIT(1)


„Vogue Polska” x BMW Art Academy:
Artysta i skandalista Piotr Marek

MICHAŁ BOROWIK

Dla Piotra Marka nie było jutra ani wczoraj, było za to naraz, teraz. Dla jednych wybitny artysta, samouk, autorytet, niemal wyrocznia; dla innych – skandalista, huragan, który niszczył wszystko dookoła. Do dziś budzi ogromne emocje.

O Piotrze Marku z Krakowa usłyszałem od Kory w 2017 roku. Był jedną z barwniejszych i wciąż bliżej nierozpoznanych postaci krakowskiego świata artystycznego przełomu lat 70. i 80. XX wieku. Malował surrealistyczne obrazy z pewnymi wpływami sztuki psychodelicznej i tworzył niekonwencjonalną muzykę z grupą Düpą (obecnie istniejącą pod nazwą Püdelsi). Potrzebowałem niemal roku i kolejnych zbiegów okoliczności, żeby zrozumieć inspirujące znaczenie buntowniczych, a zarazem świadomych dokonań Piotra i ogromu tego, co się rozegrało w jego krótkim, zaledwie trzydziestopięcioletnim życiu.

Bez dyplomu ASP

Urodził się w 1950 roku, jego rodzicami byli ówcześni studenci krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, już jako młody chłopak zaczął rysować i malować. Wydalony z krakowskiego liceum plastycznego nie mógł się utrzymać w żadnej innej szkole i w wieku 16 lat skończył z edukacją. W 1968 roku w czasie rozruchów marcowych na miesiąc trafił do aresztu. To wydarzenie uświadomiło mu, jak krucha jest wolność i jak łatwo można ją odebrać. Przez kilka następnych lat milicja przeprowadzała rewizje w jego pokoju, a potem zabierała na przesłuchania. Nie przestał jednak malować i trzy lata później został zakwalifikowany do Związku Polskich Artystów Plastyków (ZPAP) na podstawie złożonych prac. Dzięki temu mógł tworzyć i sprzedawać swoje obrazy.

Magnetyczna twórczość

Fascynował się Witkacym i Bergsonem, słuchał Czajkowskiego, Musorgskiego, Rachmaninowa i Strawińskiego, jednocześnie tworzył krótkie formy literackie. Był samoukiem, który stał się wybitnym malarzem i otwartym na eksperymenty muzykiem. Posługiwał się czytelnymi, wyrazistymi znakami, budując z nich obraz zmechanizowanego świata pełnego opancerzonych tworów, ludzi o rozdartych, pustych wnętrzach. Jego twórczość miała w sobie niepowtarzalny magnetyzm, odczuwalny bunt i indywidualny protest, ale też doskonały i dojrzały technicznie warsztat, który był i wciąż pozostaje czymś wyjątkowym i wręcz niedoścignionym.

Pierwszej i zarazem jedynej wystawie Piotra w 1972 roku w krakowskiej Desie towarzyszył wymowny tekst (nieznanego autora): „Świat biologii – to świat jednostki z jej lękami, kompleksami, osamotnieniem, zagubieniem. Ale te sprawy krzyżują się w malarstwie Marka z problemami generalniejszymi. Bo zagrożenia i lęki nie są wyłącznie udziałem jednostki, w dobie, gdy niebezpieczeństwo eksplozji nuklearnej zawisło nad społeczeństwami i kontynentami. Dlatego też w obrazach Piotra Marka pojawiają się liczne znaki destrukcji. Zwłaszcza znamienna jest obecna na różnych płótnach postać ludzka – rozszarpana, pusta od wewnątrz, unicestwiona. Łączą się w tym znaku dwie treści: treść psychologiczna, zagrożenia jednostkowe i treść społeczna – zagrożenia gatunkowego. Tak więc protest przeciwko przemocy, unicestwieniu czy tłumieniu indywiduum ludzkiego to są te humanistyczne treści, dla których młody autor (21 lat) poszukuje wyrazu plastycznego”.

Z biegiem lat jego prace wzbudzały coraz większe zainteresowanie kolekcjonerów z kraju i zagranicy. Ojciec Piotra, rzeźbiarz Józef Marek, mówił ponad 20 lat temu: – Byłem i jestem zafascynowany obrazami syna. Niezwykłe i piękne. Są antyakademickie, żywe, coś się w nich dzieje. Trudno mi określić, gdzie można byłoby usytuować tę twórczość na mapie malarstwa. Z jednej strony surrealizm, Goya i Bosch, a dodatkowo pomysły rodem z kreskówek. Widać zafascynowanie światem komiksu, ale on go przetwarzał w znakomity sposób. W Polsce trudno dziś znaleźć jego obrazy. Nie wiadomo nawet, ile ich namalował, bo większość trafiła do zagranicznych kolekcjonerów. Były lata, kiedy marszandzi wyczekiwali pod drzwiami pracowni, aż skończy malować, czasem płacono za prace, które dopiero miały powstać. Zachowały się głównie na fotografiach, opiekunem pamięci jest jego najstarszy syn – Piotr Marek junior.

Muzyka i mrok

Czas, w którym przyszło mu żyć i tworzyć, był skomplikowany – wszechobecny bałagan i paranoja połowy lat 80. łączyły się z jego próbami uporządkowania życia prywatnego i artystycznego. Od roku 1980 zaczął intensywnie eksperymentować z muzyką, wraz z Andrzejem Bieniaszem założył zespół Düpą. Tworzyli w duchu postpunku, mieszając elementy punku, reggae, funku i awangardy. Mocną stronę powstających utworów stanowiły teksty pisane przez Piotra, a na scenie pojawiała się jego wymyślna scenografia. Muzyka zaczęła mu dawać poczucie uwolnienia z klatki, w której się znajdował, co przyczyniło się do pewnego przełomu w jego twórczości. Piotr zmienił paletę kolorów na znacznie ciemniejszą, dzieła zaczęły „znikać” na tle czarnych ścian mieszkania-pracowni. Nowe obrazy stały się objawieniem artystycznej dojrzałości, próbą pogodzenia się z samym sobą i odpowiedzi na to, kim jesteśmy i co robimy. Szczególnie fascynujące wydaje się Oko zagłady, jeden z ostatnich obrazów, sygnowany charakterystycznym znakiem „Hożej Moyry”, gdzie wciskające się ciasno w kadr oko staje się przepowiednią dla całego świata z tlącą się w źrenicy nadzieją. – Chciałbym moim obrazom nadać charakter ulotki, reklamy czy transparentu: znaleźć metodę techniczną, która by działała na podświadomość, jak podstawowe znaki – zielony, czerwony, czy znaczenie munduru jakichkolwiek sił – mówił. Ostatni z koncertów Düpą w maju 1985 roku w Piwnicy pod Baranami zamienił się najpierw w happening, a następnie w burdę. Trzy miesiące później, kiedy jego żona z dziećmi wyjechała na wakacje, odebrał sobie życie w mieszkaniu przy Tarłowskiej. We wszystkim chciał dojść jak najdalej. Jeżeli sztuka, to doskonała technicznie. Jeżeli życie, to pełne i nieskrępowane. Do granic.

bwm-art-2